Witam Redakcjo!
Ja i moja rodzina zostaliśmy bardzo skrzywdzeni przez Sąd Rejonowy i Okręgowy w Białymstoku. I chcę, by wszyscy się o tym dowiedzieli. Chcę, by ludzie mieli świadomość, że sędziowie w Polsce nie dbają o interesy pokrzywdzonych, chorych i skrzywdzonych przez los. W moim przypadku z premedytacją skazali chore dzieci na niebezpieczeństwo. Niech cała Polska pozna naszą historię. Może Ci, którzy stoją przed sądami z transparentem „wolne sądy” w końcu się opamiętają, że nie ma o co walczyć. Bo te sądy nie są wolne, są na łasce układów. Zwykły człowiek, bądź taki, który chce dostać sprawiedliwy wyrok, nie doświadczy sprawiedliwości w sądach w Polsce.
A oto i nasza historia.
Przez naszą nieruchomość przechodzi służebność przejścia i przejazdu do małej działki za nami. Obok nas kilka działek kupił pewien człowiek i zaczął remontować dwie stodoły robiąc z nich magazyny. Później dokupił działkę, do której jest służebność na naszej działce i zaczął nas nachodzić, by usunąć bramę, bo on chce jeździć przez naszą malutką działkę do wszystkich swoich działek dużymi samochodami do tych magazynów, choć służebność jest tylko do jednej małej działki. Powiadamialiśmy dzielnicowego o nachodzeniu nas przez sąsiada. Przerażeni złożyliśmy pozew do sądu o zniesienie tej służebności. Byliśmy pewni wygranej, bo w naszym sądzie ( Sąd Okręgowy w Białymstoku) już zapadł taki wyrok, gdzie pozwani mając inny dojazd zostali pozbawieni możliwości przejazdu przez działkę ze służebnością. U nas argumentacja była jeszcze „cięższego kalibru”- wszystkie działki zostały ze sobą połączone, znajdują się na nich tylko dwa magazyny, czyli zmiana użytkowania działki z domku na działalność gospodarczą, dojazd do drogi jest u pozwanych dogodniejszy – szerszy niż u nas, znajdujący się równolegle, przy naszym pasie służebności. Tłumaczyliśmy, że my mamy dwójkę autystycznych dzieci i boimy się o ich bezpieczeństwo. Byliśmy pewni, że sąd stanie po stronie bezbronnych chorych dzieci. Stało się inaczej. W trakcie procesu pozwani przepisali działkę władnącą na syna, a my nie zgodziliśmy się, by wszedł on w miejsce pozwanych w trakcie procesu. Mimo wszystko sędzia w wyroku nie wspomniał o chorobie dzieci, nie wspomniał o zmianie wykorzystania działek, po prostu pozew instrumentalnie odrzucił. Sąd II instancji, gdzie w składzie byli Ci sami sędziowie, którzy w jednym z wyroków (II Ca 204/13) znieśli służebność, u nas (II Ca 510/17 wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku), jak na ironię odrzucili pozew. Zakpili z choroby dzieci, z nas i z faktu, że pozwany nachodził na i nasze dzieci pomimo iż takie zgłoszenia były na policji. W składzie sędziów wydających oba wyroki była pani przewodnicząca wydziału odwoławczego cywilnego. Na wniosek pozwanego po sprawie sądowej nagle zaczął ścigać mnie dzielnicowy, że mam rośliny w granicy działki i pomalowałam przęsła wspólnego ogrodzenia, by nie były zerdzewiałe. Nie wspomniałam, że pozwany z radości, że załatwił sobie korzystny wyrok w sądzie I instancji zmienił ogrodzenie w granicy z nami z siatki na zerdzewiałe przęsła z wystającymi gwoźdźmi i ostrymi kawałkami blachy- wszystko o wysokości 2 metrów.

Sąd II instancji widział na zdjęciach to niebezpieczne ogrodzenie. Baliśmy się o nasze dzieci. Pisemnie poprosiłam dzielnicowego o zapewnienie bezpieczeństwa autystycznym dzieciom, skoro sąsiad uszczęśliwia je niebezpiecznym ogrodzeniem. O dziwo zamiast u sąsiada Nadzór Budowlany wszczął szybko postępowanie u nas, ale nic nie znaleźli. Działka władnąca należy teraz do syna pozwanych, ale dalej jest wykorzystywana do działalności. Musi tak być, bo jedna działka z magazynem jest zbyt wąska, by samochody mogły swobodnie manewrować. Mówiliśmy, w trakcie procesu, że ta działka będzie nielegalnie wykorzystywana do działalności, właśnie z tego powodu, że jedna działka z magazynem jest zbyt mała i musi być zapewniony plac do manewrowania samochodami. Najbardziej niezrozumiałe jest argumentowanie sądu, że trudno przewidzieć zagrożenie, skoro pozwany nie korzysta ze służebności. Skoro nie korzysta, a wykorzystuje działkę władnącą to po co mu służebność? Czy musi dojść do nieszczęścia, żeby sąd zobaczył jakie zagrożenie niesie jadący samochód ciężarowy i biegnące pod koła takiego samochodu autystyczne dzieci? Czy to był sąd, czy kabaret? Do dziś nie wiem. Proszę o pomoc. Nie mam nic przeciwko nagłośnieniu sprawy, by pokazać, że nadal nie mamy sprawiedliwych sądów i tym samym sędziów. Jeden sędzia może w identycznym stanie faktycznym, ba nawet w momencie, gdy tym bardziej należy znieść służebność, wydawać zgoła różne wyroki, tym samym jego orzecznictwo jest śmiechu warte, a on nie wiadomo dlaczego nadal zajmuje stanowisko przewodniczącego wydziału. Cyrk na kółkach. No chyba, że tylko krowa nie zmienia zdania, ale czy byliśmy na pastwisku, czy w sądzie? Dziś już nie wiem.
PS.
Najbardziej zabolała mnie opinia, że to moim obowiązkiem jest zapewnienie opieki dzieciom. Jako właściciel zostałam więc ubezwłasnowolniona wraz z moją rodziną na własnej nieruchomości przez obce osoby.
Monika Meredyk
Dwie miary zastosowane w niemal identycznych sprawach to kolejna udokumentowana hańba nadzwyczajnej kasty.
Trzeba nieustannie nagłaśniać co wyprawiają sędziowie. Na postawie tych dwóch odmiennych wyroków widać czym stał się „polski” wymiar sprawiedliwości. Niżej nie można się stoczyć. Sądy po sąd!
Tylko dlaczego ministerstwo sprawiedliwości pozostaje głuche na takie informacje? Czyżby to było normą w polskim sądownictwie- układy po grób?